O autorze
Jestem pasjonatem dźwięków, zbieraczem płyt i nie wstydzę się umiarkowanego zamiłowania do kiczu. Moim zdaniem nie ma złych gatunków, są tylko ludzie którzy za bardzo wzięli sobie do serca słowa Jerzego Stuhra.
Fanpage

Jak to? Oni śpiewają?

Lubię śpiewać. Zwykle im więcej wypiję, tym “lepiej” mi to idzie, chociaż talentu nie mam za grosz. Wtedy mogę śpiewać i śpiewać. Muzyka mi nie przeszkadza, tak jak i tekst i rytm. To, że innym przeszkadza, to ich sprawa. Żeby zrobić karierę w show biznesie, bardzo oczywiście szeroko pojętym, niekoniecznie trzeba umieć śpiewać. Wiadomo, łatwiej jest zrobić karierę wielkim głosom niż tym, którzy ze śpiewaniem nie mają wiele wspólnego, ale nie jest to konieczne.

Chyba w tym wszystkim najważniejsza jest osobowość. W końcu wiele wokalistek popowych wykonuje muzykę. Wykonywanie jest tutaj słowem- kluczem. Nie ma w tej muzyce nic od nich. Wszystko jest od kogoś. Tekst i muzyka pochodzi od 18 producentów, mniej lub bardziej znanych. Ona przychodzi na gotowe, wyśpiewuje i idzie do domu. I co w tym jest jej? To tak, jakby całe życie grać covery. Wiem, z tego też można żyć, jeśli jest w tym Twój pomysł. Albo masz chociaż cień osobowości. A jak nie masz, to śpiewasz co Ci każą i tyle. I tak od płyty do płyty i od eventu do eventu. Albo od koncertu do koncertu – chociaż tutaj uważam, że polski pop kuleje, bo naprawdę mało grają biletowanych koncertów.



Co powiecie o wokalu Zygmunta Staszczyka, znanego jako Muniek? Umie śpiewać? No nie. Trochę recytuje, trochę się drze, trochę tam próbuje podśpiewywać, ale wychodzi mu to z miernym skutkiem. A jednak jest gwiazdą. Znają go ludzie od Bałtyku po Tatry. A przecież ten człowiek sam przyznawał się do tego, że parę razy z T.Love, wtedy jeszcze Alternative go wyrzucali. Bo nie umiał śpiewać! A jednak mimo to wygrał. Bo miał w sobie to coś. Bo chłopaki grali muzykę, która miała duszę i trafiała do duszy. Dlaczego – to jest temat na całkiem inną dyskusję. Mimo wszystko koncerty T.Love są dla mnie katorgą, bo z biegiem lat ten brak umiejętności daje się coraz bardziej we znaki. Ale co z tego? Ostatnią płytą i tak mnie urzekli, bo nawet z tego braku umiejętności można stworzyć coś fenomenalnego.

Ostatnia płyta ma w sobie coś ze Stanów. Kolebce bluesa i folka - wielu z tych właśnie ludzi nie umiało śpiewać, a słuchały ich miliony, choć największym według mnie talentem bez umiejętności śpiewania jest tam Bob Dylan. Wszystko mogę o nim powiedzieć – wspaniały tekściarz, bardzo ciekawy muzyk, inspirujący mnóstwo pokoleń już od lat 60-tych. Nie umie facet śpiewać. I czy coś to zmienia? Nie! Dalej jest geniuszem inspirującym miliony ludzi na całym świecie i zmieniającym rzeczywistość już tyle lat! Mimo, że słuchanie go to dla mnie umiarkowana przyjemność, umiem wynieść się ponad jego braki głosowe i słuchać tego, co ma do powiedzenia. Pewnie jakby tylko pisał, to nie miałby takiej siły rażenia.

Wiadomo jest, że śpiewanie nie jest łatwą sprawą. Zawsze tym, którzy nie mają możliwości śpiewania, może na przykład pozostać rapowanie. Tylko tu też są schody, bo samemu trzeba sobie teksty pisać. I tego tekstu całkiem sporo musi być. Więc to też nie dla wszystkich – a jak polski jest trudny zawsze możesz scatować jak Ula Dudziak czy Scatman John.

Wracając do trudnych koncertów - Byliście ostatnio może na Lady Pank? Ja byłem. Z całym szacunkiem dla dorobku tego zespołu, powinni przestać dawać publiczne koncerty. Bo psują efekt. Nie wiem co się stało Januszowi Panasewiczowi, ale jest mi trudno tego słuchać. Szkoda – był kiedyś kawał porządnego głosu, a potem coś się popsuło. Większości nie udaje się popsuć głosu tak jak Kazikowi Staszewskiemu, którego wokal przez te 30 lat zmienił się diametralnie. Ale brzmi równie fajnie. Kiedyś bardziej śpiewał, teraz bardziej melorecytuje – ale dalej jest to fajne. Tylko jak swoje stare kawałki wykonuje, to brzmi jakby je coverował – ale to moje osobiste, nawet bardzo, zdanie.

Wiadomo, teraz mamy autotune. I inne efekty poprawiające wokal. U nas najlepszym przykładem osoby, która chciała udoskonalić swój wokal sztucznie była pani Marta Wiśniewska, z domu Mandrykiewicz, czyli popularna Mandaryna! Niesiona popularnością swojego, już teraz byłego męża, chciała też być gwiazdą popu. I próbowała. Ale nawet najlepsi producenci i specjaliści od dźwięku nie ukryją braku umiejętności. Co boleśnie obnażył występ w Sopocie w 2005 roku.

Kolejnym przykładem jest Meat Loaf, którego pierwszą płytę „Bat out of hell” uwielbiam. Ale ostatni raz dobrze śpiewał około 2005 roku. A nawet wcześniej. Teraz już nie może śpiewać swoich starych kawałków bo brzmi jakby miał przy nich umrzeć. I też tak wygląda. Czas i używki zniszczyły jego głos. Ale krytykuje innych za to, że się z niego nabijają i obraża się na nich. A czasem trzeba się po prostu uderzyć w pierś. Bo trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść.

Nie trzeba umieć śpiewać, by śpiewać. Nie trzeba umieć pisać przeboje, by je mieć. I tak to już jest z tą branżą. Jedni nie umieją śpiewać i śpiewają, inni umieją śpiewać ale nie umieją nic sobie napisać i są skazani na innych. Mam wrażenie, że w gruncie rzeczy Ci pierwsi ostatecznie mają łatwiej. Bo łatwiej jest budować coś na sobie, niż na kimś. Bo jak inni Cię zostawią,to co Ci zostaje? Głos? A jak widać powyżej to też jest rzecz nabyta. Nieszanowany niszczy się. Wielu wokalistów straciło to, co miało kiedyś. Albo zyskało coś innego. Bo tak też może się udać.

Ale chyba dalej aktualny w tym wszystkim jest tylko Jerzy Stuhr i jego nieśmiertelna piosenka. Bo każdy może, a i owszem. Tylko czy każdy powinien?
Trwa ładowanie komentarzy...