Rock dla wszystkich, wszyscy dla rocka!

Muzycy najczęściej wierni są temu, co tworzą, od początku. Wplatają elementy odmienne do swojego brzmienia lub łagodnieją z latami. A czasem jest tak, że wracają do historii by, paradoksalnie, tworzyć coś zupełnie świeżego. Albo rozpocząć nowy rozdział w swojej twórczości lub przynajmniej ciekawy przerywnik by złapać oddech i dystans.

W muzyce takie zmiany i powroty do korzeni muzyki rozrywkowej zawsze są czymś ciekawym. Nie zawsze oczywiście udanym lub spektakularnym. Ale te próby, czy to na stałe czy tylko chwilowe, są zawsze czymś intrygującym.

Na polskim rynku muzycznym w ostatnich latach paru wykonawców, sprawdzonych już w innych gatunkach muzycznych, postanowiło zagrać rocka. Oczywiście szeroko pojętego, bliższego lub dalszego od korzeni tej muzyki. Grając muzykę średnio kojarzoną z elektrycznymi gitarami i mocnym basem sprawili, że zainteresowali się nimi Ci, którzy wcześniej ich nie słuchali. No i przynajmniej niektórzy z tych, którzy słuchali ich wcześniej, mogło poszerzyć swoje horyzonty.

Natalia Przybysz - znana przede wszystkim z Sistars, gdzie ze swoją siostrą Pauliną i chłopakami z zespołu przeszczepiali na nasz grunt prawdziwe r’n’b i soul na całkiem dobrym poziomie - zaczęła swój flirt z rockiem od Janis Joplin. Nagrała własną wersję albumu „Kozmic Blues” i dołączyła jedną swoją autorską kompozycję, która zapowiadała to, co miało zdarzyć się na kolejnej płycie - „Prąd”. A zadziało się wiele – kawałek porządnego rocka, bluesa, trochę psychodelii i soulu, podlane ciepłym, ale chropowatym głosem Natalii. Teksty - tak ciekawe i charakterystyczne, tylko uzupełniają znakomitą muzykę, stworzoną pod kierownictwem Jurka Zagórskiego i samej Przybysz.

Nie tylko Natalia odkryła rocka dla nas, Polaków, na nowo . Tomek Organek, który na co dzień jest gitarzystą i wokalistą zespołu SOFA, grającego muzykę zza oceanu, wypadkową hip-hopu, funku i r’n’b, nagrał chyba jedną z najbardziej rockowych płyt ostatnich lat. Płyta „Głupi” to czysta rockowa jazda, bez kompleksów i zbędnych ozdobników. Na bas gitarę i perkusję, sporadyczne klawisze, ale nieprzeszkadzające w cudownym łomotaniu. Zadziorny wokal Organka dopełnia tylko całości, czerpiącej z najlepszych tradycji lat 70-tych. Nie odkrywa Ameryki. Pokazuje nam tylko to, że ta muzyka dalej może być cudownie świeża, fenomenalnie chwytliwa i co najważniejsze prosta. Nie trzeba nic wymyślać. Po prostu trzeba grać.

Za granicą też niektórzy odchodzą właśnie od soulu i hip-hopu do rocka. Wychodzi im to lepiej lub gorzej. Na przykład Raphael Saadiq, jeden z ojców neo-soulu po latach stwierdził, że chce wrócić do korzeni swojej muzyki. I nagrał płytę „Stone Rollin’”, gdzie są łączone klimaty starego soulu z rock’n’rollem i rhythm’n’bluesem. Kawałki takie jak „Heart Attack” same pobudzają ludzi do tańca. Kolejna gwiazda soulu, legendarny D’Angelo, swoją zeszłoroczną płytą podbił serca krytyków, a pierwszy kawałek na płycie ma tak mistrzowski riff, że jest jednym z moich ulubionych kawałków na pobudkę.

Trochę gorzej rockowo wyszło Kid Cudiemu, którego ostatnia płyta jest zupełnie oddalona od tego, co grał jeszcze parę lat temu, gdy pojawiał się w piosenkach Davida Guetty. „Speedin' Bullet 2 Heaven” to płyta mieszcząca się gdzieś między punkiem, gruntem i alternatywnym rockiem. Niestety jest na poziomie chłopaków z liceum, którzy odkryli, że stary ma w garażu gitarę. Wszystko to jest za proste, zbyt też zakręcone, a produkcja zbyt brudna. I gdyby nie nazwisko, to na pewno by mu nikt tego nigdy nie wydał.

Z takiej próby powrotu do korzeni nie wyszli obronną ręką też panowie z Linkin Park, którzy łagodząc swoje kolejne płyty od momentu wydania Hybrid Theory, nagle nagrali płytę rockową. Taką z prawdziwego zdarzenia. I nie brzmią autentycznie. Jakby na siłę wracali do przeszłości . A dla rocka siłą jest właśnie autentyczność. Jak jej nie ma to mało komu się to podoba. Jak pomalujemy zebrę na biało nie stanie się koniem.

Rock to muzyka która zbliża, która łączy ludzi z różnych gatunków muzycznych. Bo jakoś tak jest, że czy grasz rocka, czy metal, czy hip-hop czy reggae, jeśli nie jesteś ortodoksem to gdzieś tam siedzi Ci w głowie ta gitara i ten bas i ta perkusja i te sporadyczne hammondy. Albo chociaż uciekasz od miałkości do czegoś nowego. Albo idziesz z jednej miałkości w inną, bo rock to delikatne narzędzie. Nie może go grać ktoś, kto go nie ma w duszy. Bo to rock od razu wyczuje i muzyka nie będzie przekonywała nikogo do siebie, co najwyżej pobrzęczy chwilę w radiu.

Rock musi żyć, a muzycy wszystkich gatunków nie powinni się wstydzić powracania do jednego z korzeni wszelkiej współczesnej muzyki. Bo w końcu “muzyka bez historii jest jak drzewo bez korzeni”, a jak tych korzeni nie będziemy podlewać to w końcu nam uschną. A rock nie powinien być tylko historią!
Trwa ładowanie komentarzy...