O autorze
Jestem pasjonatem dźwięków, zbieraczem płyt i nie wstydzę się umiarkowanego zamiłowania do kiczu. Moim zdaniem nie ma złych gatunków, są tylko ludzie którzy za bardzo wzięli sobie do serca słowa Jerzego Stuhra.
Fanpage

Alles - Together We Are Alles

Co gdyby pomieszać klasykę polskiego punka z czadową elektroniką, taką do mocnego potańczenia, wręcz plemienną? Okazuje się, że bardzo wiele z tego może być i do tego brzmi to bardzo ciekawie. I może przybliżyć młodemu pokoleniu, niekoniecznie obytemu z gitarami, jak genialne rzeczy tworzono w latach 80. i 90.

Dla mnie podobnym eksperymentem brzmieniowym była cała płyta z dwupłytowego tribute-albumu Dezertera o tytule „Nie Ma Zagrożenia, jest Dezerter”. Tam były bardzo różne covery, od Końca Świata przez Plebanię, Killa Familla, i Upside Down po Thouc. Chyba najmocniejsze tam była wersje „Bestii” nagrana przez Robo, „XXI wiek” nagrany przez Masalę no i Mass Kotki grające „Bicie”. Dlatego tak od razu do gustu przypadła mi propozycja duetu Alles. Zwłaszcza, że zobaczyłem, że gościnnie wystąpili Robal z Dezertera, Nika z Post Regimentu i Matoł z Apatii to stwierdziłem, że Panowie bardzo poważnie podeszli do zadania jakie przed sobą postawili i wygrali.



„Anarchia” w ich wykonaniu jest dużo mocniejsza dla mnie niż oryginał. W pierwotnej wersji to też była piosenka o pierwotny rytmie, ale w wersji Alles stała się plemiennym hymnem. Ciekawa interpretacja wokalna sprawiła, że nabrała zupełnie nowego wymiaru - więcej w niej mocy i na nowo może być to hymn pokolenia.


„Shit & show” zaśpiewane, wykrzyczane i wyrecytowane do raz minimalistycznej a raz psychodeliczno-tanecznej pętli poraża swoją mocą. Bo przecież nic się nie zmieniło. Wciąż telewizja próbuje zrobić z nas konsumentów i osoby wierzące w jedyną słuszną prawdę. I myślą że się udaje, chociaż już nie jest to takie łatwe, w dobie internetu nie wszyscy wszystko kupią.


„Młodzi faszyści” mimo swoich 23 lat nie utracili nic ze swojej prawdziwości. I walczyć z radykalizmami trzeba - niezależnie od strony w jaką idą. Do tego ta zdehumanizowana muzyka, która sprawia, że piosenka staje się jeszcze ostrzejsza. Jeszcze ostrzej uderza. Jest to zimne uderzenie w sam środek głowy.


Guernica Y Luno to legenda polskiego anarcho-punka. A „Hymn miłości” to chyba jeden z ich najmocniejszych kawałków. I teraz też poraża. Ta piosenka była bardzo mocna. Waląca w twarz. I w tych czasach może warto ją przypomnieć, bo staje się tym mocniej współczesna im bardziej władza wdziera się do głów, łóżek i żyć przeciętnego Polaka. I muzyka przejeżdżająca po głowie z mocą walca. I znowu Nika na wokalu. Która mimo, że Post Regiment nie gra już wiele lat, nie straciła nic ze swojego pazura.

Miejcie tę płytę. Po to by pamiętać klasykę naszego punka. I po to by wiedzieć co można z tym punkiem zrobić by i Ci, którzy mają alergię na gitary wiedzieli z czym go się je. Elektronika łączy się z tymi kawałkami tak dobrze,że mogłyby to być ich oryginały. Panowie z Alles stworzyli coś niesamowitego. I tylko żałować można tego, że niestety to tylko cztery piosenki. Chociaż te 15 minut z tą płytą mija z prędkością światła. I nie można się tą epką zanudzić.
Trwa ładowanie komentarzy...