O autorze
Jestem pasjonatem dźwięków, zbieraczem płyt i nie wstydzę się umiarkowanego zamiłowania do kiczu. Moim zdaniem nie ma złych gatunków, są tylko ludzie którzy za bardzo wzięli sobie do serca słowa Jerzego Stuhra.
Fanpage

d' - [d-prim]

Solowe płyty wydawane przez artystów, którzy zwykle realizują się w grupach często mogą zaskakiwać. No bo nierzadko jest tak, że to co ich jara tak zupełnie prywatnie, jest dalekie od tego, co grają w macierzystych projektach. Nierzadko też takie płyty powstają długo, przez to są bardzo przekrojowe, nierzadko niespójne i, co ciekawe, często przez to są też gorzej odbierane przez fanów i krytykę. Ale ja uważam, że to dobrze. Dobre jest to, kiedy ktoś tworzy coś co jest zupełnie jego. Zespół, jeśli oczywiście nie ma jednego zdecydowanego przywódcy, to zawsze starcie osobowości i różnych fascynacji. W jednych zespołach widać to bardziej, w innych mniej. Ale ostateczność kreacji zawsze wychodzi zespołowa.

Więc jak jakiś muzyk podejmuje decyzję o solowej płycie, niezależnie od swoich projektów to robi się ciekawie. Dlatego z zaciekawieniem podjąłem się słuchania płyty Szymona Danisa, muzyka znanego niektórym z projektów IdiotHead , Fate Unknown czy Bipolar Bears ,który pod szyldem d’ wydał solową płytę nakładem Anteny Krzyku. Wcześniej nazbierał na nią za pomocą crowdfundingu, więc jest to jakaś zapowiedź czegoś, co już jest interesujące – w końcu ludzie praktycznie w ciemno w ten album zainwestowali.
Na pewno jest ciekawie. Masa inspiracji która przeziera przez tą płytę jest ogromna. W gruncie rzeczy płyta nie jest zbyt wesoła, ale nie powoduje jakiegoś załamania nerwowego czy popadania w depresję. Płyta jest też w jakiś sposób niepokojąca, trochę skrzypiących syntezatorów mogłoby posłużyć jako podkład do horroru, ale są też utwory, przy których można pokusić się o potańczenie – albo chociaż do rytmicznego stukania stopą.
Płyta nagrywana była przez 5 lat, ale nie odczuwać tego czasu. Nierzadko materiał, który jest tak długo tworzony i nagrywany traci na spójności – tutaj nic takiego się nie dzieje.
Niektóre piosenki zaskakiwały mnie tym, że brzmiały tak, jakby miały się rozkręcić a w końcu jednak się nie rozkręcały – przykładem jest „Forma, Panie Radku”, gdzie czekałem kulminacji i…. się nie doczekałem.



Na pewno mamy tu elektronikę z wpływami rocka (chociaż gitar tu nie uświadczymy), czasem jest spokojnie, czasem trochę bardziej agresywnie a nawet tanecznie.. Ale na pewno bardzo, bardzo ciekawie. Nie ukrywam, że mimo efektów nałożonych na wokal, to jestem zaintrygowany sposobem śpiewania Szymona i bardzo mi się on podoba – ma fajny głos i pasujący do tego co gra. Sposób śpiewania nadaje też temu wszystkiemu odrobiny przebojowego, popowego sznytu, co tu jest wielką zaletą – ja mam słabość do takich nieoczywistych połączeń.
Najbardziej dla mnie ciekawymi kawałkami są poza wspomnianym wyżej „Forma Panie Radku”, minimalowe „Presje”, bardzo niepokojący „Ergonicjusz” no i bardzo rytmiczny, kończący płytę „Dzioing”.



Teksty piosenek - bardzo abstrakcyjne, ale też trafne i po paru przesłuchaniach łączące się w zgrabną, ciekawą całość, która pokazuje, że poezja jest najfajniejsza wtedy, kiedy jest zupełnie nieoczywista.
Jeśli lubicie eksperymenty, nie boicie się ciekawych doznań, nie boicie się abstrakcji to jest płyta dla Was. To jest kawał ciekawej muzyki, nagranej z sercem – bo Szymon Danis nagrał tą płytę sam, gościnnie czasem zapraszając na przykład kwartet smyczkowy by coś dograł – ale jest to płyta prawdziwie solowa. Więc jeśli znacie inną twórczość d’, albo chcecie się z nią poznać – warto byście poznali też to co gra sam. Bo naprawdę jest warto.
Trwa ładowanie komentarzy...